Zdjęcia i relacje z koncertów, wydarzeń i festiwali. I trochę streeta.

Chick Corea & Gary Burton Live!

Chick Corea Zdjecia z Koncert Wroclaw - Sala Audytoryjna - w duecie z Gary Burton - photos Filip Głuch - www.fotofil.pl 2011W nowo otwartej Sali Audytoryjnej przy wrocławskiej pergoli wystąpił sławny pianista Chick Corea i niekwestionowany mistrz wibrafonu Gary Burton. Już po pierwszych sekundach dało się odczuć, że to światowa czołówka: bardzo nerwowo reagowali na obecność fotografów tłamszących się między nimi a publiką.

Gdy jeden z nadambitnych (tym razem nie ja) fotoreporterów  oparł kolano o scenę, Burton nie wytrzymał i zasyczał: Get off the stage, asshole! Dzieła dopełniła genialna ręka genialnego pianisty oderwana od yamahy w ruchu podcinanego gardła i wszyscy paparazzis  wiedzieli, że fotografowanie zakończone.

Gary Burton - master of vibraphone during his live performance in Wroclaw, Poland i 2011 - photos by Filip Głuch - www.fotofil.pl ZEJDŹ ZE SCENY, CYMBALE!

O ile utwory Corei przewinęły się przez moją płytotekę, to Burtona nie miałem okazji dokładnie posłuchać (youtube, ze swoim marnym bitrate-em się nie liczy). I tu niespodzianka: cymbałki (tyle, że przerośnięte), na których chyba wszyscy uczyliśmy się grać na którymś etapie skomplikowanej polskiej socjalizacji zmiotły mnie z powierzchni ziemi (w dobie ciągłych klęsk żywiołowych nie jest to chyba zbyt trafne porównanie, ale niech już zostanie). Dynamika i transowość uderzeń, werwa i zacięcie na twarzy Burtona sprawiały, że można było się dosłownie „zawiesić” – na szczęście po 60 minutach była przerwa na „odwieszenie’ co wrażliwszych widzów(w tym niżej podpisanego), a dla obsługi czas na mikro-dostrojenie i przetarcie fortepianu.

Największe wrażenie zrobiła na mnie aranżacja utworu Jobima, kiedy to fortepian i wibrafon po raz pierwszy splotły się w jeden dźwięk! Uczucie niesamowite! Z początku laicko pomyślałem, że coś się popsuło, a to po prostu była zwykła wirtuozeria i muzyczny owoc zgrania tych dwóch muzyków. Podobny efekt instrumentalnej synergii dało się usłyszeć w trakcie utworu „Mozarea” (inspirowanego Mozartem), który przez twórcę Chicka Coreę został nazwany w taki oto lingwistyczno-humorystyczny sposób. Dla mnie był to dowód, że mimo, że jazzmani przed emeryturą nie lubią być fotografowani, to dalej mają odrobinę poczucia humoru.

Advertisements

3 komentarze

  1. Niedawno Michael Gira pacnął mnie ze sceny w obiektyw. Poczułem się wtedy spełniony. Ale dałeś mi właśnie nowy cel. I wanna be an asshole! 😉

    29 marca 2011 o 18:11

  2. Niestrawność

    nie „Mozarea”, a „Mozart comes dancing”. Szkoda też, że nic o fenomenalnej aranżacji Beatlesowskiej evergreena nie wspominasz. Ale na pociechę zdjęcia niezłe. Pozdrawiam

    29 marca 2011 o 19:13

  3. Ależ Mozarea też była, nawet tłumaczyli jak to powstało. Nie podejrzewasz mnie chyba, że bym sam wpadł na taką trafną słowną hybrydę ;].

    O remiksie Beatlesów nie wposmniałem, żebyś Ty mógł to zrobić 🙂

    Pozdr!

    11 maja 2011 o 1:36

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s